Trener bielszczan: To tak jak z blondynkami i brunetkami...
Biorąc pod uwagę tylko obecny rok, piłkarze BKS-u Stal znają swój obiekt lepiej od graczy LZS-u Leśnica o... godzinę. - Ale dobrej drużynie atutu własnego boiska nie trzeba - mówi Marek Mandla.
Zespół z Rychlińskiego to dziś absolutna czołówka III ligi opolsko-śląskiej, ale... wszystkich się nie zadowoli. Jesienią tu i ówdzie pojawiały się głosy, że bielszczanom z trudem przychodzi gra ładna dla oka. - Ale to pojęcie względne. Jednemu podobają się blondynki, a drugiemu brunetki - odpowiada Marek Mandla. - Koneser, ktoś, kto zna się na futbolu, doceni nas - podkreśla.
Doceni jeszcze bardziej, jeśli BKS da dziś radę LZS-owi Leśnica. Powinno być o tyle łatwiej, że wicelider ma w zanadrzu atut własnego boiska, choć... - Na Stadionie Miejskim byliśmy w tym roku tylko raz, przez 60 minut. No, zawsze to jeden trening więcej niż rywale - śmieje się Mandla. - Tak naprawdę to bez znaczenia. Dobra drużyna poradzi sobie na każdej murawie - dodaje.
O mistrzostwie natomiast nie wspomina. - Nie było tak, że ktoś wszedł do naszej szatni i powiedział: "Liczy się tylko awans!". Na nas nie ciąży żadna presja. Staram się po prostu wykrzesać z tej grupy ludzi to, co w nich najlepsze - tłumaczy. Faktem jest jednak, że jeśli jego zawodnicy pokonają Leśnicę, to wskoczą jednocześnie na fotel lidera. A zatem, grający bez presji BKS walczy dziś o... presję dla przewodzącego tabeli w tej chwili Ruchu Zdzieszowice.
źródło: sportslaski.pl







